Dlaczego ja? Bo trudne sprawy
Cześć, jestem Maciek i od jakiegoś czasu jestem uzależniony od AI. Zaczęło się w listopadzie 2025, przed transmisją prezesa NBP.
Cześć, jestem Maciek i od jakiegoś czasu jestem uzależniony od AI.
Wszystko zaczęło się w listopadzie 2025. Przed transmisją prezesa Glapińskiego — przez dziewięć lat pracy w NBP zbudowałem tam całe zaplecze streamingowe — postanowiłem ulepszyć wypuszczanie transmisji na żywo za pomocą StreamDecka. Nie byłem w stanie znaleźć gotowego rozwiązania, żeby sparować Wirecasta z Companionem postawionym na Raspberry Pi (to taki program do wywoływania komend po sieci). Wtedy po raz pierwszy sięgnąłem po Claude’a — żeby napisał mi pośrednika: mały serwer, który słucha na jednym porcie, przyjmuje polecenia z Companiona i przekłada je na komendy zrozumiałe dla Wirecasta. Wyjście na antenę, przełączenie ujęcia, start nagrywania — wszystko jednym przyciskiem, bez dotykania klawiatury.
Później było już tylko gorzej.
Skoro mogę pisać z AI skrypty i ułatwiać sobie życie, to dlaczego nie używać ich w After Effects przy animacjach? Albo więcej — czemu nie zbudować własnego restreamera na Orange Pi? Potem okazało się, że Orange Pi daje takie możliwości, że na samym restreamerze nie poprzestałem: z AI napisałem własny protokół do przesyłania wideo po sieci lokalnej. Efekt: poniżej 50 milisekund po Wi-Fi i poniżej 15 po kablu — liczone od obiektywu do obrazu na ekranie, czyli tak, jak to realnie odczuwa człowiek stojący przed kamerą.
Okazało się też, że własnego urządzenia nie jestem w stanie wypuścić bez drogich certyfikatów, więc przeniosłem część tych rozwiązań do własnego serwisu chmurowego do streamingu, nad którym teraz pracuję. W międzyczasie założyłem działalność i poszedłem na swoje.
Dobra, lamusie, czemu to piszesz? Gdzie jest kubeczek na jałmużnę?
Nie ma. Może kiedyś postawię, ale jeszcze nie potrzebuję.
Zrobiłem tę stronę z dwóch powodów. Pierwszy: chcę pokazać, że to, co buduję, jest autentyczne i nie narodziło się z jednego promptu, jak większość rzeczy, które można zobaczyć w internetach.
Drugi: żeby pokazać, że AI to przydatne narzędzie — ale nadal narzędzie. Nie przyjdzie jutro do twojego biura, nie powie „spójrz na mnie, teraz ja jestem kapitanem”, nie siądzie w twoim fotelu i nie zacznie trzaskać za ciebie twoich zleceń. To raczej chłop pańszczyźniany — albo kilkunastu, zależnie od tego, jak sobie to skonfigurujesz — który w cenie abonamentu wykona za ciebie robotę, na którą musiałbyś poświęcić mnóstwo czasu.
Czy sam bym to napisał?
Ten pierwszy skrypt do Wirecasta? Pewnie tak. Gdybym poszukał na Elektrodzie i dowiedział się, że „było”, został odesłany do Google, poszukał w Google, znalazł na zagranicznych forach fragmenty skryptu, przekleił je i pozmieniał adresy IP — to pewnie bym to zrobił.
Z AI zajęło mi to dziesięć minut. Sam grzebałbym przy tym pół dnia.
Czy robię to jednym promptem, jak wiele osób pokazuje w internetach? Nie. I o tym też jest ta strona. Wiele moich rozwiązań rodzi się w pocie, brudzie i łzach — ale uważam to za całkiem fajną przygodę. Przede wszystkim dlatego, że mogę zrobić rzeczy, których mi brakuje, a na czekanie, aż ktoś zrobi to za mnie, po prostu nie mam czasu. A z drugiej strony czasem fajnie jest zrobić coś samemu.
Przynajmniej jak ktoś mnie zapyta „Panie, kto to Panu tak spierdolił”, mogę z dumą odpowiedzieć jak Obi-Wan: oczywiście, że go znam. To byłem ja.