Dlaczego obraz nie nadąża za dźwiękiem
Pod hasłem „rozjechało się” kryją się trzy różne choroby i każda leczy się inaczej. Jedno klaśnięcie na początku i jedno na końcu mówi, którą masz.
„Obraz nie nadąża za dźwiękiem” to jak „boli mnie brzuch”. Może być wyrostek, może być kapusta po wczorajszym. Lekarz najpierw zapyta, gdzie dokładnie boli i od kiedy, a dopiero potem coś przepisze. Z rozjechanym dźwiękiem jest tak samo, tylko że większość ludzi od razu łyka tabletkę, czyli przesuwa ścieżkę w montażu. Czasem trafia, a czasem leczy zdrową nogę.
Pod tym jednym hasłem siedzą trzy różne zjawiska. Zanim je rozbiorę, pokażę test, który rozstrzyga w dziesięć sekund, z którym masz do czynienia.
Klaśnij dwa razy
Na początku nagrania klaśnij w dłonie, tak żeby było widać ręce i słychać wyraźne „pac”. Potem nagrywaj, co masz nagrywać. Na końcu klaśnij jeszcze raz. Tyle. Na tę procedurę mówię „test dwóch klaśnięć”, bo bezimienna rada się nie zapamiętuje.
W montażu włóż nagranie na oś czasu i znajdź oba klaśnięcia. Szukasz klatki, w której dłonie się stykają, i szczytu na falce dźwięku. Potem porównaj, o ile dźwięk mija się z obrazem na początku i o ile na końcu.
- Oba przesunięte tak samo (powiedzmy zawsze o ułamek sekundy): to przypadek pierwszy.
- Na końcu rozjazd większy niż na początku: to przypadek drugi.
- W pliku oba klaśnięcia zgadzają się idealnie, a tylko na żywo, na monitorze, widziałeś opóźnienie: to przypadek trzeci.
Przypadek pierwszy: stałe przesunięcie
Dźwięk jest cały czas o tyle samo do przodu albo do tyłu. Na początku, w środku i na końcu różnica jest ta sama.
Przyczyna siedzi zwykle w torze sygnału. Dźwięk idzie osobnym rejestratorem, a obraz osobną kamerą. Albo przetwornik po drodze potrzebuje chwili, żeby zamienić sygnał, i ta chwila zostaje w nagraniu na stałe.
Leczy się to najprościej na świecie. Zaznaczasz ścieżkę dźwiękową i przesuwasz ją o tyle, ile pokazało klaśnięcie. Raz, i po sprawie. Skoro błąd jest stały, to i poprawka jest stała, a na kolejne nagrania ze sprzętu możesz ją po prostu zapamiętać.
Przypadek drugi: narastający rozjazd
To jest ten, który wyprowadza ludzi z równowagi. Na początku wszystko gra, po kilku minutach usta już nie pasują do głosu, a pod koniec to ktoś inny mówi, a ktoś inny rusza ustami.
Przesunięcie ścieżki tu nie pomoże. Poprawisz początek, to koniec ucieknie jeszcze bardziej, a poprawisz koniec, to początek się rozjedzie. Wygląda to jak nastawianie zegara na ratuszu co godzinę, zamiast wymienić mechanizm.
Przyczyny są dwie:
- Dwa urządzenia liczą czas własnymi zegarami. Kamera i rejestrator dźwięku mają każde swój kwarc i każde chodzi prawie tak samo. „Prawie” po godzinie robi minuty. Wystarczy pomyśleć o dwóch zegarkach, które nastawiłeś rano na tę samą sekundę. Wieczorem pokażą trochę inną godzinę.
- Materiał ma inną liczbę klatek, niż deklaruje. Skala potrafi zaskoczyć. Materiał nagrany w 24 klatkach na sekundę, potraktowany w projekcie jak 30, rozjeżdża się o mniej więcej dwanaście sekund na każdą minutę. W ciągu kilku minut obraz i dźwięk dzielą już ćwiartki filmu.
Jak to naprawić? Dopasuj tempo ścieżki, nie jej położenie. W Premiere Pro szukaj pozycji Speed/Duration w menu Clip. W DaVinci Resolve to Change Clip Speed na klipie. Kiedy zmieniasz tempo dźwięku, zwróć uwagę na opcję zachowania wysokości tonu, żeby głos nie zrobił się chrapliwy albo piskliwy. Dokładnie to samo robi przy materiale wideo ustawienie liczby klatek w projekcie. Jeśli błąd siedzi w deklaracji klatek, popraw ją u źródła, a nie leczysz objawów.
Skąd wiesz, o ile zmienić tempo? Masz oba klaśnięcia. Odległość między dźwiękiem a obrazem na początku i na końcu mówi ci, ile sekund uciekło na całej długości nagrania. Dopasowujesz tempo tak, żeby koniec trafił w koniec. Cokolwiek to znaczy w procentach. Montaż zwykle sam to policzy, jak mu poda się nową długość.
Przypadek trzeci: opóźnienie tylko w podglądzie
To chyba najprzyjemniejszy przypadek, bo nic nie jest zepsute. Obraz na monitorze spóźnia się za dźwiękiem w słuchawkach, ale w nagranym pliku wszystko jest w porządku.
To problem monitoringu, nie materiału. Obraz przechodzi przez przetwornik i oprogramowanie, zanim zobaczysz go na ekranie, a dźwięk do słuchawek dociera szybciej. Plik zapisuje obie rzeczy poprawnie, tylko ty widzisz je z poślizgiem.
Sprawdzian jest jeden: zagraj nagrany plik i zrób klaśnięcie z testu. Jeśli w pliku gra, to nie ruszaj niczego w montażu. Może irytować w trakcie pracy, ale nic nie psuje. Możesz przy okazji zmniejszyć opóźnienie podglądu, ale to osobna sprawa od naprawy materiału.
Czemu dwa klaśnięcia, a nie jedno
Jedno klaśnięcie na początku wystarczy, żeby ustawić synchronizację na starcie. Nie powie ci jednak, co się stanie po dwudziestu minutach. Dopiero drugie, na końcu, odpowiada na pytanie, czy masz stały błąd, czy narastający. Od tej odpowiedzi zależy, czy przesuwasz, czy zmieniasz tempo.
Trzy sekundy pracy na początku i na końcu oszczędzają wieczór szukania w złym miejscu. Teraz wiesz przynajmniej, gdzie boli.
Tematy: streaming · warsztat · montaż · dźwięk